Ostatni
Humble Indie Bundle to prawdziwa okazja - jest do kupienia jeszcze przez kilka dni, średnia cena ustabilizowała się poniżej pięciu dolarów, a w tej chwili za zakup powyżej średniej jest dziesięć indiasów. Ja zdecydowałam się dopier widząc w ofercie FEZ, na który jarałam się od dawna (a mianowicie od obejrzenia Indie Game: The Movie, który dostałam razem z zeszłorocznym bundlem. Skubani, umieją napędzać klientów, co nie?), ale Brütal Legend, FTL i Trine 2 z rozszerzeniem też pomogły... a teraz dorzucili jeszcze Limbo, co też jest bardzo miłe z ich strony.
Ale tak naprawdę najbardziej mnie zakręciła gierka z podstawowej paczki, (którą teoretycznie można kupić za centa razem z paroma innymi): Mark of the Ninja. Idealne połączenie skradanki, platformówki, zręcznościówki z dość krótką, ale bardzo fajną fabułą, efektowną estetyką i komiksowym zacięciem, które mnie porwało od pierwszego rozdziału. Sterowanie jest dość intuicyjne, ale opanowanie go na przyzwoitym poziomie wymaga trochę treningu, zwłaszcza użycie myszki w platformówce jest raczej niestandardowe.
Elementy skradankowe przypominały mi Deus Ex (rozpraszanie przeciwników, nieliniowe questy, w których można wybrać np. szyb wentylacyjny wypełniony laserami, pełen przeciwników korytarz, lub względnie pusty, ale dobrze oświetlony dach...) i Oddworld: Abe's Exoddus (przemykanie z cienia do cienia, częste momenty oczekiwania, aż przeciwnik znajdzie się w odpowiednim miejscu albo uspokoi się po ostatniej akcji dywersyjnej). Z innych skojarzeń to jeszcze stareńki Commandos, Assassin's Creed oraz Batman: Arkham Asylum.
Innymi słowy, Mark of the Ninja przypomniał mi dwie z moich najukochańszych gier - a na dokładkę zawiera ninja! Jedyne czego żałuję, to że ta gra jest tak krótka, jakieś 5-6 godzin. Odblokowany po ukończeniu podstawki tryb zaawansowany jest nieco bardziej wymagający i ciekawszy pod względem gameplayu, no i jest więcej, niż jedno zakończenie; ale później już mało co zostanie. Drugim problemem jest zupełny brak możliwości zapisu i ewentualnego powrotu do wcześniejszego rozdziału, albo rozegrania tylko jednego, wybranego poziomu. Mój wewnętrzny achievement hunter łka cichutko na myśl, że ten przegapiony zwój na trzecim poziomie będzie musiał poczekać, aż skończę grę, bym mogła po niego wrócić. Zakładając, rzecz jasna, że będzie mi się chciało grać trzeci raz.
Tymczasem FEZ zaciął mnie na 167% progresu i raczej nie skończę tej gry o własnych siłach.