Nie wiem, jak inni, bo pewnie znajdą się roll-playerzy, którzy tego zdania nie podzielają - ale ja gram głównie dla immersji. Dla tych momentów, kiedy widzę
smoka. I pewnie będzie na ten temat parę wpisów, ale tu konkretnie będę się rozwodzić nad tym, jak ważne są dla tego zjawiska postaci - zarówno graczy, jak i NPC.
Nie ma możliwości, bym nie zastanowiła się, zwykle na etapie tworzenia postaci, w jakiej rodzinie wyrastał mój bohater. Jakie wpajano mu wartości i co z tego ostatecznie zakwestionował, a co z nim zostało na całe życie. MG zawsze dostaje ode mnie rozpiskę najbliższej rodziny i przyjaciół, z informacjami, kto i w jaki sposób ukształtował postać.
Zadaniem MG jest tu dostarczenie nowych impulsów, które poprowadzą tego człowieka/elfa/AI/whatever do zmiany. Że pojawi się w tej sztuce napięcie, niespodziewane zwroty akcji i szczypta tragedii, to jedno. Ale ja liczę też na inne postacie.
I nie mam tu na myśli innych graczy. Bohaterowie niezależni często dają więcej frajdy, niż postacie graczy; bo ci ostatni są bohaterami opowieści, ten świat de facto obraca się wokół nich. Każdy gracz ma prawo skupić się wyłącznie na własnej postaci i jej interakcjach ze światem. Między innymi właśnie od wyciągania z nich wszystkich tego, co najlepsze są NPC -
ale to już wymaga inicjatywy gracza.
Jeszcze raz, innymi słowami: nie jest obowiązkiem gracza analizowanie innych postaci i oddawanie im spotlightu. Owszem, niektórzy lubią wyciągnąć z drugiej postaci drugie dno i dokopać się do głębszych pokładów osobowości, i to jest dobre i chwalebne. Ale i tak zwykle na końcu jest ICH postać i ICH reakcja na to, jakie tajemnice właśnie odkryli. I to jest jak najbardziej w porządku - ale zbyt rzadko podejście takie rozciąga się na NPC. A przecież gracz, który aktywnie interesuje się innymi będzie miał po prostu więcej zabawy z gry i w jego własnym interesie jest postarać się uczynić z literek i cyferek na papierze czy w głowie MG
osobę.
Nawet najzajebiszy i najlepiej pomyślany enpec będzie tylko pionkiem w grze, jeśli nikomu z bohaterów na nim nie zależy. I to też jest okej - tak czasem bywa, gra jest przede wszystkim dla graczy, a obowiązkiem MG jest tak snuć opowieść, żeby wszyscy się dobrze bawili; nie jest dobrze, jeśli jakiś NPC, na którego nikt wcześniej nie zwracał żadnej uwagi, kradnie spotlight.
Jako gracz, traktuję swoją postać jako osobę - podległą moim zachciankom, ale skonstruowaną tak, że pewne działania są dla niej nie do pomyślenia. Dopóki trzymam się założeń, bohater ma własny charakter. To stwarza iluzję autonomii, która pozwala mi zmienić mindset - na ten fikcyjny.
Warto zacząć w taki sam sposób myśleć o enpecach: że każdy z nich również jest niezależną osobą. Nigdy nie będzie prawdziwie ludzkim bohater stworzony z założeniem - na poziomie gracza uświadomionym lub nie - że jego rodzina, przyjaciele, znajomi i adwersarze... tak naprawdę nie mają znaczenia, są jedynie konstruktami.
Najlepsze momenty w grze są zwykle właśnie wtedy, gdy bohater pozornie wyrywa się spod kontroli. W moim doświadczeniu zdarza się to najczęściej właśnie za sprawą NPC, rzadziej - innych bohaterów pierwszoplanowych. Gdy moja postać zamiast ratować swoją skórę, rzuca się na pomoc ważnemu dlań enpecowi. Choć sumienie ma już szczątkowe, przyznaje się do najgorszej zbrodni, nie mogąc dłużej patrzeć, jak jej konsekwencje dotykają jego najbliższych. Gdy opowiada o swoich przeszłych wyborach, załamuje mu się głos, a jedyne o czym jest w stanie myśleć to "do cholery, weź się w garść i nie okazuj im teraz słabości". Wykorzystawszy i oszukawszy mało znaczącego enpeca z trzeciego planu - znajduje później chwilę czasu między questami, żeby wpaść z wizytą i przeprosić za wcześniejsze zachowanie.
Bez tego nie ma smoków - tylko kukiełki.